|
Ul. Kartuska 18. Jeszcze kilka lat temu w tym pięciokondygnacyjnym, ponurym budynku mieścił się komisariat policji. Gdańska Fundacja Innowacji Społecznych chce stworzyć tu hostel. Najlepiej jeszcze przed EURO 2012.
Obecnie obiekt stoi pusty i raczej odpycha niż przyciąga turystów - do dziś zachowały się kraty w oknach i paskudne lamperie wewnątrz. Wiosną zeszłego roku założyciele Fundacji: Marianna i Piotr Wróblewscy dostali go od miasta w użytkowanie na trzy lata. Prowadzą rozmowy, by termin ten wydłużyć.
- Nasza idea jest taka: zbudować fajną, atrakcyjną turystycznie placówkę - do dworca głównego jest stąd zaledwie siedem minut - i dać miejsce pracy naszym wychowankom. Wiemy, jak trudno zacząć im samodzielne życie - wyjaśnia Marianna Wróblewska.
Gdańska Fundacja Innowacji Społecznej prowadzi w Trójmieście trzy niewielkie Domy dla Dzieci oraz "Dom na Trakcie" - placówkę pomocy dziecku w kryzysie. Lada dzień otworzy też Dom Sąsiedzki w dawnej plebani kościoła św. Jana Bosko na Oruni - będą tu działać przedszkole, świetlica, sala komputerowa, miejsce spotkań dla dzieci i dla dorosłych (wszystko za darmo).
- W tej chwili mamy 64 podopiecznych, część z nich to już nastolatki, które zaraz czeka start w dorosłość - mówi Piotr Wróblewski. - Mogą u nas mieszkać nawet dłużej niż do 18 roku życia, dopóki nie skończą szkoły średniej. Później muszą być gotowe na skok na głęboką wodę: pracę, wynajęcie mieszkania, opłaty, dalszą edukację. Nie jest to łatwe, zwłaszcza dla dzieciaków pozbawionych rodzinnego wsparcia.
Fundacja wybrała więc z Domów dla Dzieci osiem dziewcząt w wieku od 15 do 19 lat, które przygotowują się do pracy w hostelu. - Na razie chodzą na kursy angielskiego, dodatkowo mają sobie wybrać drugi język. Fundusze na te korepetycje dostaliśmy w ramach dwuletniego programu od firmy Alcatel-Lucent - opowiada Marianna. - Następnie czekają je szkolenia z hotelarstwa, obsługi turystycznej, podstaw marketingu.
- W tej branży najważniejsza jest otwartość i komunikatywność. Sama raczej nie ma z tym problemu - śmieje się 19-letnia Asia, która w przyszłości ma pracować w hostelu. - Uczę się angielskiego, jako drugi język wybrałam francuski.
Pomysł Wróblewskich na hostel to połączenie niedrogiej, "plecakowej" turystyki ze sztuką. - Wiemy, że najważniejsze to wyrobić sobie markę - podkreśla Marianna. - Dlatego chcielibyśmy zapraszać do nas artystów z różnych krajów, mogliby tu np. przez miesiąc korzystać bezpłatnie z pracowni, a w zamian zostawialiby swoje prace. Mogliby też zaprojektować wystrój poszczególnych pokoi. Najpierw jednak czekamy na projekt przebudowy dawnego komisariatu - zgodnie z przepisami, aby mógł działać tu hostel musi być np. szersza klatka schodowa.
Do tego jednak, by przebudowa w ogóle ruszyła potrzebne są środki. - Jest taki Program Współpracy Transgranicznej Południowy Bałtyk. Można się w nim starać o granty. Problem w tym, że nie dają zaliczek - wzdycha Marianna. - Jesienią złożymy projekt i jeśli komisja konkursowa oceni go pozytywnie, musielibyśmy zacząć remont z własnych pieniędzy. Dopiero po pół roku zwracają 85 proc. nakładów. Mamy nadzieję, że na te pierwsze pół roku znajdziemy jakiegoś sponsora.
Źródło: Gazeta Wyborcza Trójmiasto |